Lecz nie wpierw murem miasto zamkniecie znękani,
Aż głód was srogi zmusi za rzezie bydlęce
Nadżarte stoły łupać w wyschniętej paszczęce!« —
Tak rzekła i w przestworza skrzydłami uderzy.
Strach zimny nagle w żyłach mej dzielnej młodzieży
Krew zetnie, śmiałość sercom zupełnie odejmie;
Nie chcą walczyć, lecz kornie myślą o rozejmie,
Bądź bóstwa to, bądź ptactwo srogie, co z mórz zbiega
Zaś ojciec Anchiz, ręce podnosząc od brzega,
Przyzywa bogów wielkich i kadzidła pali: