Nie ceną byczka skłonion, co pięknie się chowa,
Stanąłbym — o dar nie dbam!»
Wyrzekłszy te słowa,
Na środek dwa wielkiego ciężaru rzemienie
Wyrzuca; z nimi Eryks w bój nieustraszenie
Zwykł biec, dłoń uzbroiwszy twardą skórą wołów.
Zdrętwiał tłum, siedem widząc skór byczych, skąd ołów
Zaszyty i żelazo swe guzy wyłania.
Nad wszystkich drży sam Dares — i nie chce spotkania
Szlachetny syn Anchiza z podziwem bez miary