Nie do cna znienawidził, gdy tkliwość twa raczy,
Jak wprzód, krzepić nas w trudach, daj klęski ujść, ojcze,
Od floty Teukrów odwróć płomienie zabójcze! —
Lub jeśli zasłużylim na gniewów twych gromy,
Na wszystkich nas prawicą rzuć płomień łakomy!»
Zaledwie rzekł te słowa, gdy z ciemnych chmur lunie
Niezwłocznie deszcz nawalny, piorun po piorunie
Wali w góry i pola, po niebie w krąg całem
Ulewa mętna szumi i wicher dmie z szałem.
Napełnia woda łodzie, na wpół zżarte belki