I niech ci niedostatek przykrym się nie wyda!»

Rzekł, wielkiego Eneja w ciasne wiedzie ściany,

Na tapczan suchym liściem suto podesłany

I skórą niedźwiedzicy z puszcz libijskiej ziemi.

Noc padła, ziemię skrzydły objąwszy ciemnemi,

Gdy matka Wenus, zdjęta niedaremną trwogą,

Laurentu groźby słysząc oraz wrzawę srogą,

Na złotym łożu męża Wulkana wśród troski

Tak zacznie, w słowa uczuć wlewając żar boski:

«Kiedy wojną nękali argoliccy wodze