Gdzie wzdętych fal nie widać ni rudych pian szmacisk,
Lecz ląd znosi łagodnie rosnących wód nacisk,
Obraca łódź do brzegu i druhów tak błaga:
«Teraz, młodzi dobrana, do wioseł! Odwaga!
Pędźcie wraz, pchajcie statki! Ot tak, dobrze, świetnie!
Niech w ziemię wroga bruzdą łódź sama się wetnie!
Nie dbam, choćby w tej chwili na drzazgi mi prysła,
Bylem dobił do lądu!
Na takowe hasła
Tarchona druhy dzielnie wiosłem fale grzmocą.