Z małą odmianą słowa na »Kamilla«, zwie ją.

Sam, przy piersi unosząc dziecię, między knieją

Przedzierał się ukradkiem, lecz srogich strzał mrowie

Miotając, napierali nań zewsząd Wolskowie.

W poprzek drogi wezbrany Amazen mu stawał,

Po brzegi spienion — taki lunął deszczu nawał.

On przepłynąć chce rzekę, lecz miłość dziecięcia

I strach o nie tamuje śmielsze przedsięwzięcia.

Gdy waha się, ten pomysł mu przyszedł do głowy:

W potężnej dłoni właśnie niósł oszczep bojowy,