Krwawymi bystrych oczu ogniami połyska,

Migoce język, z sykiem liżący skraj pyska.

Pierzchamy, bladzi z lęku; węże niby strzała

W Laokona uderzą i naprzód dwa ciała

Synów jego skrętami oplótłszy dziecięce,

Krępują, biedne członki żrą, miażdżąc w paszczęce;

Potem jego, gdy w pomoc nadbiega z pociskiem,

Chwytają, cielskiem wokół okręcając śliskiem.

Dwakroć brzuch, dwakroć szyję spowiwszy morderczo

Łuskatym grzbietem, łbami jeszcze w górze sterczą!