Gdy oto swywolny5 Zaporożec potargawszy obowiązki poddaństwa, z krymskiem pogaństwem nastąpili na mnie uciążliwie.

Oraz upatrzył w nieszczęściu mojem czas przedtem ode mnie6 gromiony Moskal; i nie chciał zaspać pogody7 w odbieraniu zawojowanych derewni8.

Poszła za wiatrem i borealna Szwecja, a w temże zamięszaniu łatwiejszego próbowała połowu.

Aż też honorowany ode mnie Transylwańczyk, przeważywszy się przez Krępak, bez opowiedzenia wojny, kraje mi pustoszył.

Wszyscy ci mówili i urągali wszetecznie: «Nie ma Polska zbawienia w Bogu swoim».

A ono Ty, Panie, jesteś obrońca mój i puklerz nieprzebity; siła moja, która chociaż poniży, znowu podniesie głowę moją.

Bo cóż wskórali i co za korzyść odnieśli, którzy się na zgubę moją sforsowali? Mało co mię umartwiwszy, sami w oczach moich marnie przepadli.

Rozmarzył chmielny trunek ukrainnego Spartaka, że i Rzymowi groził; kędyż jest wycięto9 drzewo, usechł pniak, pokruszyły się gałęzie.

Kędyż jest Ukraina? która po trzykroć sto tysięcy ludu szyzmatyckiego10 wyprawiła na wojnę, a teraz i na zupełną sotnię zdobyć się nie może.

I drugi się niewiele ucieszył, puste uroczyska reałami opłacając; albo i szwedzka furia, że króla straciwszy, coś się jej cegieł w Inflanciech dostało.