— Kończy się?
— Tak nawet jakby już się skończyła.
— Cóż będzie?...
— Dobrze będzie. Pan Lisowski215 werbunek urządza: pójdę i ja za innymi. W pułku czerwieńce niepotrzebne.
Dziewczyna bardziej jeszcze posmutniała.
— Rzucić chcesz waść Warszawę? — szepnęła.
— Mamże czekać, aż ona mnie rzuci?
— I... i... — wyjąkała z trudnością, jakby jej coś w gardle przeszkadzało — cknić216 się waszmości nie będzie?
— Hej! — wykrzyknął raźnie, z oczyma błyszczącymi — w polu, na twardej kulbace, nikomu się nie ckni!
Dobra wstała w milczeniu i w milczeniu pożegnanie młodzieńca przyjęła. On, rękę jej całując, w oczy chciał spojrzeć, ale mu je schowała. Nie stracił rezonu i rzekł jeszcze: