— Nie, do królewskiego złotnika tylko.
— Do Redura?
— Tak. Przyjaciel to stryjków, a i Zawiślakom przychylny.
— Ha, pomagaj Bóg! U Jura będę i łańcuch przyniosę. A teraz pora już mi odejść.
Podniósł się z ławki i ferezję na sobie obciągnął, a wąsy rozczapierzył.
Dobruchna nie wstawała. Ze spuszczonymi oczyma, z twarzą nagle posmutniałą szepnęła cicho:
— A o sobie nicże mi waszmość nie powiesz?...
— O sobie? — zadziwił się Szczerb. — Alboż to we mnie jest co ciekawego? Rodzic mój uszy zatyka, gdy o synu mówią — cóż dopiero obcy!
— Ja bym przecie dowiedzieć się czegoś rada. Choćby o trzech garściach owych — dodała weselej niby, do uśmiechu się zmuszając.
— Ano — odrzekł w tymże tonie Szczerb — garść ostatnia przedstawia w tej chwili podobieństwo do mnie: jest na wychodnym...