— Zapisali się już: Zuzel, Krzywoszewscy obydwa, z Konopiaków jeden...
— Starszy?
— Nie, młodszy. Dalej: nowomieszczan pięciu, Gajda ze starostwa, kalikator221 od Świętego Ducha, kuśnierz Kot, co mu żona i dziatek dwoje pomarło, pogorzelców kilku z Rybitwy, płatnerz jeden, cyrulików dwóch. Jandrzych Szafraniec kwapił się za innymi, ale go nie przyjęto, bo koślawy i żółtego włosa...
— I kiedyż pod chorągiew stajecie?
— Jak skoro zapis dziesięciu secin222 dosięże223. Za dwie, trzy niedziel.
— Munderunek dają?
— Lada jaki224. Konia dostać można, choć lepiej mieć swojego. Uprząż prosta: siodełko krótkie, wędzidło małe a mocne. Strojów i błyskotek ani poświeć. Żelaza tyle tylko, co na szabli i pod kopytami końskimi.
— A zbroja?
— Właśnież w tym rzecz: nic, co by ciężyło. A więc ni pancerza, ni tarczy, ni przyłbicy, żadnych też blach na konia, naramienników i nagolenników...
— To was, niebożęta, rozsieczą225!