Zawiślakowa westchnęła...
— Nierazem to od rodzica twego w złych okazjach słyszała219. — głosem wzruszonym rzekła.
— Ha! Prawda w tym tkwić musi.
Młodzieniec poweselał. Po izdebkach niskich kręcił się, rzecz każdą brał do ręki, długo niewidziane kąty opatrywał. Matka mówiła o tym, o owym — on na wszystko odpowiedź miał wesołą i otuchy pełną.
— Cóż Szeliżanka? — zagadnęła wreszcie. — Dawno mnie już o niej wieść żadna nie doszła. Będzież z mąki tej chleb?...
To go od razu z tonu zbiło.
Nic nie odrzekł, ale wraz sposępniał, na ból głowy i na niewywczas220 skarżyć się począł...
Niebawem też matkę na dobranoc ucałował i spać legł.
A nazajutrz, o świcie samym, siedział już na górze zamknięty i nad kanakiem zamówionym pracował.