— Ba! Mogę nie pytać o pozwolenie!

— Furta zamknięta, parkan wysoki, a marszałkowscy węszą w uliczce.

— Więc to niewola?

— Zgadłeś waszmość.

— Ha, ha, ha! I dopókiż trwać będzie?

— Dopóki się rana nie zagoi.

— Do rany cyrulika121 wziąć można.

— A „artykuły marszałkowskie”?

— Ho, ho! I w tym waszmościankaś biegła122?...

— Stryjek mój consul123, a chrzestny ojciec advocatus124. Wiem, że cyrulik, który opatruje rannego, donieść ma o nim marszałkowi pod winą czternastu grzywien.