— A... ja?

— Waszmość, jako przyjaciel Jurasia, dostałeś się do jego przyjaciół. Otwarłyśmy furtkę od uliczki, aby wpuścić was obu; drugi jednak już do niej nie zdążył...

— Waszmościanka wolałabyś pewnie, żebym to ja był tym drugim...

— Z uwagi na Basię, tak. Waszmości nie znałam, byłeś mi przeto obojętny.

— Podoba mi się ta szczerość. Zresztą nic jeszcze straconego. Ja się wnet usunę, a moje miejsce Jur zajmie — gdy już wieżę odsiedzi.

— Gadasz waszmość faramuszki. Ani Juraś tu nie wejdzie przed powrotem pana Balcera, ani też odwrót waszmości nie będzie tak prędkim, jak mniemasz.

— Wyjdę dziś jeszcze...

— Daj Boże pojutrze...

— Wyjdę zaraz.

— Nie puszczę.