— Krokiem waszmość ruszać się nie waż! Marszałkowscy szpiegują dokoła, a na dziardyn126 nasz z dwóch baszt widok otwarty. Do wieczora przechadzkę zostaw...
— A cóż ja nieszczęsny robić tu będę? — jęknął.
Odpowiedzi nie było.
Około południa zjawiła się Dobra z obiadem. Bez chustki przyszła, w odzieży strojniejszej i z żółtą różą w czarnych jak smoła włosach.
Szczerb z prośbą wystąpił, by z nim posiłek podzieliła. Wzdragała się długo, wreszcie zgodziła się wypić wina trochę i zjeść ciasta słodkiego kawałek.
Jedząc, rozmawiali.
Najpierw młodzieniec zadał kilka pytań dotyczących Basi i jej serca. Na te pytania odrzekła tak:
— Serce dziewki szesnastoletniej (bo naszej Baśce idzie dopiero na siedemnasty) tajemnicą jest dla wszystkich, a głównie dla niej samej. Czy w tym sercu mieszka Juraś, na to bym nie przysięgła, ale że nie ma tam Dziana, ręczę. Co do mnie, z duszy całej pragnę, abym jako druhna swej krewniaczki młodego Zawiślaka przed ołtarz powiodła...
— Jeśli jednak Jur jest jej obojętny?... — wtrącił Szczerb.
— Obojętny nie jest. Lubi go. Nieraz pragnęłaby zobaczyć się z nim i zabawić. Gdy owej nocy dostrzegła z belwederku godzące w niego żelazo, omal nie zemdlała. Przyszedłszy do zmysłów, biec chciała w zaułek i piersią go swą zastawić...