— A potem co? — z trwogą zapytała Dobra.
— Potem będzie, co zawsze na końcu bywa, a co również było i na początku. Na początku zaś było — nic.
— Na początku było słowo — poprawiła dziewczyna.
— Mówię: nic, i swego nie cofam. Nic rodzi nic i kończy się niczym. Clarum est128.
Dobruchna obruszyła się...
— Ech! Gadasz waść brzydko — jak socynianin129...
— Jak syconianin raczej — miód bowiem sycony czczę nade wszystko.
— Nie chcę słuchać herezyj takich!... Odchodzę!
Więc junak dał pokój żartom i gniewną dziewczynę przepraszać jął. Bez trudności zresztą zgoda między nimi wróciła.
Dni takich upłynęło jeszcze dwa. Rana pod balsamem i bandażami cudownie się goiła; sińce barwy nabierały żółtawej, a po zadrapaniach ślad nawet ginął. Jedzenia dobrego było zawsze w bród, wina takoż. Młodzieńcowi niewola wcale się nie przykrzyła, pomimo że dopiero z zapadnięciem zmroku z kryjówki mógł wychodzić.