Podkówka silniej uderzyła o cegłę, aż kurz czerwony z niej poszedł.
— Koniec? — spytał młodzieniec porywczo.
— Jedno jest jeszcze. „Kto by ex contentione133 abo z pijaństwa rany komu zadał opodal Zamku, na ulicy abo na którym innym miejscu, takowy, odkupując gardło... odkupując gardło...”
— Kończże waść, do biesa!
— „Takowy, odkupując gardło, winę dwóchset grzywien, parti et officio per medium134, zapłacić będzie powinien i w wieży ćwierć roku siedzieć”.
— To wolę... — mruknął Jur, jasną bródkę gładząc.
Tamten w chustę brudny nos wytarł, potem ją po czole, policzkach, brodzie i szyi przesunął. Do kufla potem zajrzał i nosem długim wątpiąco jął kiwać.
— Incertum est135 — zauważył. — Rzecz jest niepewna. Czymże bo waszmość stwierdzisz, żeś działał w pijaństwie?...
— Dwóch nas było.
— Ba! Drugi placu nie dotrzymał. Fugam fecit136.