— Co?
— Mówię: fugam fecit lub, jeśli waść wolisz łacinę piękniejszą, in fugam se dedit137...
— Ha, Bóg z nim. Choć nie powinien był druha w przygodzie opuszczać. Ale dokąd uszedł? Którędy? Chyba ziemia się pod nim rozstąpiła?
— Bywa i tak. Zresztą ścigać go można...
— A! Strzeż mnie Boże. Uszedł, nie ma go, i basta. Na mnie padło — wycierpię.
Usiadł na ławie i zadumał się.
— A owymże — zapytał nagle — nic nie będzie?
— O kim waść mówisz? O Włochach?...
— Tak.
— Ha... no... niby... hm...