— Właśnie, że sądzić będzie inny. Jegomość pan Myszkowski ma w Zamku robotę. Osądzi pisarz.
Wszystko to podziałało na Jura uspokajająco. Głowę podniósł i weselej spojrzał przed się.
— Cknić mi się tu będzie... — rzekł głosem o wiele już spokojniejszym.
Frącek w głowę się stuknął.
— Paniskowi bez roboty markotno. Narzędzia złotnickie trza tu sprowadzić. Ot co!
Młodzieńcowi oczy zaświeciły.
— Prawdęś rzekł, Frącku — odpowiedział. — Przy warsztacie czas by się mniej dłużył. A i do łba mniej by czarnych myśli lazło.
— Uładzi się to, uładzi!
Zaraz nazajutrz młody złotnik, narzędziami swymi otoczony, kreślił model niewieściego naszyjnika, w którym splatały się misternie dwie gotyckie litery B. S.
Twarz miał prawie pogodną, a chwilami nawet — zapomniawszy się — poświstywał...