— I łacina piękna. Zda mi się zawsze, że do Pana Boga mówić można tylko po łacinie; po włosku zaś tylko do... do...
— Do Giana!
Dziewczyna zapłoniła się ponownie, usta jej skrzywiły się jakimś grymasem niechętnym.
— Ech! — odparła niecierpliwie — nie to miałam na myśli... Rzec chciałam po prostu, że do pieśni nabożnych najlepsza łacina, a do pieśni... świeckich język włoski. Cudne tworzył rymy Kochanowski — a przecież pieśń jego nie głaska mię po sercu tak mile jak sonet lub canzona Petrarki...
— Ja ci zaraz rzekę189 dlaczego.
— Mów.
— Tamte pieśni czytałaś, gdyś dzieckiem była; te czytasz, gdy już duża z ciebie pannica. Niechby jednak i dziś jeszcze Kochanowskiego zaśpiewał ci Juraś, na lutni pobrzękując i słodko w oczy patrząc, wnet byś pewnie słodkość ich poczuła...
— Ty mi zawsze o tym Zawiślaku!
— Wolałabyś o Baldim?
— I na Baldim świat się nie kończy!