Ławnik nosem czmychnął z wyraźnym zniecierpliwieniem.
— Powoli... powoli... — rzekł przeciągle. — Nigdy z sądem potępiającym zbytnio kwapić się nie trzeba. Co do bezbożności Zawiślaka, plotka to może być ludzka, nic więcej. A że się raz jeden krewkością uniósł, to i cóż? Młody jest. Wreszcie, gdyby naszej Baśki nie kochał, nie przyszłoby do tego.
— Piękne mi kochanie — odcięła stara panna — co do wieży prowadzi, między podpalaczy i opryszków! Już to gdy kto w religii nie twardy, to i w honorze wart mało!...
Szeliga poznał, że niewiasty nie przeprze191. Zamilkł więc i tylko laską okutą po posadzce jął stukać.
— A czy pan brat wie o wielkiej nowinie? — rzekła tamta w rozpromienieniu nagłym. — Panna Urszula mi ją w tajemnicy głębokiej zwierzyła. Nowina ta warta, by za nią oddać wszystkich Zawiślaków, z nabożeństwem ich i statecznością!
— Cóż takiego? — spytał podrażniony nieco ławnik.
A siostra mu wówczas do ucha samego:
— Oto król nasz najmiłościwszy dla ulubieńca swego chowa w zanadrzu — indygenat192...
Stary mieszczanin na stołku podskoczył.
— Mejerin to mówiła? — wykrzyknął z twarzą rozpłomienioną. — Do pani siostry mówiła?