Nagły błysk rozwartych szeroko oczów, purpura gwałtownego rumieńca, a potem zaraz wzrok wbity w ziemię i marmurowa całej twarzy bladość były na oznajmienie to odpowiedzią.
Basia odruchowo chwyciła się za serce i odruchowo również wypowiedziała myśl, na dnie duszy drzemiącą:
— A Juraś?...
Ten jednak wykrzyknik zbyto milczeniem.
— Szlachetny Giano Baldi... — powtórzył uroczyście ławnik.
— Dworzanin Jego Królewskiej Mości i artysta o rozgłośnym imieniu... — dodała wyniośle ciotka.
— Zaszczyt niemały — ciągnął stryj — domowi naszemu wyświadcza, bowiem...
Przerwała mu Basia. Dziewczyna, przypominając sobie czy instynktem zgadując, co teraz „z roli” wypada, opiekunom swym do kolan się skłoniła — z płaczu nagłego wybuchem.
— Panie stryju! — wyjąkała — i ty, pani ciotko! Pozwólcież mi przynajmniej ze słowem ostatnim na przyjazd rodzica zaczekać...
Podnieśli ją i ucałowali.