— Nie można... nie można... — powtarza Salamonowicz, kręcąc się po pokoju.
— Co takiego, panie psorze? — pyta najspokojniej w świecie Szymczak.
— Lekceważenie przepisów... ruina zdrowia... bezeceństwo!... Nie można... stanowczo nie można.
— Czego pan psor od nas chce? Myśmy nic złego nie robili!
— Nic złego?... Ha, ha!... A to co?
Wysuwa długi nos, zaczyna wciągać powietrze. Uczniowie idą za jego przykładem. Przez chwilę odbywa się ogólne węszenie.
— Dym... co?... Dym! A wy mówicie: nic złego... Ha, ha, ha!...
Śmieje się krótkim, urywanym, pełnym wewnętrznego zadowolenia śmiechem. Siada przy stole, ręce zaciera.
— Proszę cię, kochaneczku — zwraca się do Szymczaka — podaj mi z łaski swej „księgę”...
— Księga u gospodyni.