Tymczasem Smoliński zdążył już wypisać kredą żądane słowa.
W chwili, gdy łacinnik odwrócił się do tablicy, Sprężycki, choć mu się łzy w oczach kręcą, zamienia porozumiewawcze uśmiechy z tym i owym kolegą.
— Smoliński, baczność, uwaga. Napisz praeteritum imperfectum262 od amo, moneo, et caetera263.
Kreda głośno skrzypi — Bonuś w pocie czoła wykonywa264 swe zadanie.
— Durniu! Bestio jedna! — rozlega się nagle głos Izdebskiego. — Coś ty napisał?
— Napisałem, co kazał pan profesor.
— Czytaj!
— Amo, moneo et caetera.
— Po coś napisał et caetera?
— Pan profesor tak dyktował.