— Zwariowałeś, durniu!
— Niech klasa powie, czy kłamię. Wszyscy słyszeli.
Klasa tłumi śmiech. Izdebski wyciąga rękę do czupryny Bonusia — ale cofa ją zaraz, gdyż chłopiec ma włosy przy samej skórze ostrzyżone. Więc poprzestaje tylko na gniewnym mruknięciu:
— Zetrzyj to wszystko!
Bonuś ściera.
— Mów, durniu: jak będzie czas przeszły niedokonany od amo?
— Ami... ame... ama... — bąka Smoliński, dziwnie w tych sprawach tępy.
Do najwyższej pasji doprowadzony łacinnik zaczyna krzyczeć, podnosząc pięść zaciśniętą:
— Czas przeszły niedokonany... praeteritum imperfectum... we wszystkich czasownikach łacińskich... kończy się na bam!... bas!... bat!...
Przy wygłaszaniu końcówek: bam, bas, bat, pięść łacinnika, w równych odstępach czasu, spada na szerokie plecy Bonusia. Chłopiec ugina się pod każdym uderzeniem — oczy nabrzmiewają mu łzami.