— Może Chaber?

— Zgadłeś. On cię lubi.

— I ja jego. Czytuje wam swoje poezje?

— A jakże. Wczoraj czytał powiastkę, też pewnie swoją. Tak była zabawna... Uśmialiśmy się wszyscy.

— Szkoda, żem jej nie mógł słyszeć!...

Zasmuca się nagle.

Zauważył to przyjaciel, śpieszy z pociechą.

— Nic straconego! Pytał właśnie Chaber, czy cię może odwiedzić. Chciałby rozerwać cię czytaniem.

— O, jaki dobry! Kocham go, jak rodzonego brata!

Zamilkli obydwa. Chory ma łzy w oczach — łzy rozrzewnienia.