— Słuchaj, Bronek — pyta po chwili głosem przyciszonym — czy jaskółki już przyleciały?
— A jakże. Wczoraj to się nawet czubiły z wróblami o gniazda przy kościele.
— A chrabąszcze są?
— Już giną. Aleśmy mieli z nimi paradną zabawę. Kozioł zrobił z papieru karetę, zaprzągł do niej aż sześć chrabąszczów i puścił Niemcowi na katedrę.
— Cóż Niemiec?
— Z początku się gniewał, potem śmiał się. I powiedział, że ten, kto to zrobił, byłby dobrym krawcem dla pcheł. Zaraz też przytoczył nam i przetłumaczył wiersz niemiecki o pewnym królu, u którego pchła była szambelanem284...
— Wiem — pochwalił się chory erudycją. — „Es war einmal ein König, der hatte einen grossen Floh285”...
Potem Dembowski opowiada o kolegach, o figlach szkolnych, o tym, jak Kucharzewski w czasie pauzy przeniósł całą katedrę286 ze stolikiem i fotelem pod piec, jak Kataryniarz przyniósł do klasy gołębia, którego mu skonfiskowano, jak Milkowskiemu wypisano na wysokim kołnierzyku całą chronologię wojen krzyżowych287, którą przy wydawaniu lekcji posiłkowali się wszyscy koledzy, jak Hefajstos przy temperowaniu piór spadł z ławki i skaleczył się scyzorykiem, jak Piesiowi Mieszkowskiemu wyjadł Łaguna ukradkiem słoik konfitur i napełnił go surowymi kartoflami.
Sprężyckiego to wszystko bawi i smuci. Kiedyż będzie mógł osobiście w szkolnych figlach uczestniczyć!
Po chwili Dembowski zaczyna wypytywać troskliwie: