— Może ci podać lekarstwo?... Może chcesz pić?... Może ci co przeczytać?...
Ta ostatnia propozycja nadzwyczaj ucieszyła chorego.
— Och, tak, tak — czytaj, kochany Bronku! Mam tu pod poduszką książkę — sięgnij po nią...
Kolega książkę wydostał.
— A! Rinaldo Rinaldini288!
— Mnie czytać nie wolno... alem ukradkiem trochę przeczytał z początku. Dalszego ciągu jestem „okropnie” ciekawy.
— Tu tak ciemno — mówi tamten, przerzucając książkę — litery trudno rozeznać. Czy tobie szkodzi światło?
— Ech, to tylko matka uparła się, żeby okna zasłaniać. A i ten mój doktór ciągle powtarza: ”choremu potrzebny spokój... niech go światło nie razi”... Ale mnie nic nie razi — mógłbym patrzeć śmiało na samo słońce...
— Może uchylić trochę rolety? Inaczej wcale czytać bym nie mógł.
— Wiesz, Bronek? Teraz nikogo nie ma w domu; wszyscy w ogrodzie. Myślą, że ja usnąłem. Zrzuć, niby przypadkiem, tę kapę; podnieś roletę — otwórz okno.