— Który nam zabrał książkę — ciągnie kolega.
— Którą potem Żebrowczak wykradł ojcu i nam oddał — kończy tamten.
Dembowski przewraca kilka kartek.
— „Doliny zabrzmiały trąb odgłosem”. Czy stąd zacząć?
— Trochę dalej.
— Aha, już mam! „Rozpoznawszy stanowiska nieprzyjaciół, Rinaldo dał znak i ruszył w lewo. Zaledwie sto kroków uszli, spostrzegli jakiś papier na ziemi. Podniósł go Altaverde i oddał Rinaldiniemu. Ten zaczął czytać: W imię rządu, daje się przebaczenie każdemu z Rinaldiniego bandy, który opuści wodza swojego i do wojska przejdzie. Który zaś głowę Rinaldiniego przyniesie, ten oprócz wolności, otrzyma jeszcze pięćset cekinów291 w nagrodę”.
— Pięćset cekinów! — wykrzykuje Sprężycki. — Jak myślisz, Bronek: czy połakomi się kto z towarzyszów Rinalda na tę nagrodę?
— Z pewnością ani Altaverde, ani Cinthio, ani Lodovico...
— O! Ja myślę, że nie znajdzie się ani jeden taki podły. Czytaj, Bronek! Umieram z ciekawości: co się dalej stało?
Dembowski ciągnie: