Właśnie w tym czasie arcydzieło Wiktora Hugo, wzruszające całą Europę, przedostało się w tłumaczeniu i do P., gdzie nadzwyczajne przygody Valjeana, Kozety, Mariusza i rodziny Thenardierów najwyższy zachwyt budziły w sercach dwóch przyjaciół-entuzjastów...

Chory, o wszystkim zapominając, zaczął wypytywać:

— Cóż się stało z córeczką Fantiny?... Czy stary pan kupił jej wówczas tę śliczną lalkę?... A pieniądze, zakopane pod drzewem, czy nie zginęły?... Czy Javert wciąż prześladuje dobroczyńcę w piaskowym surducie?... Czy biskup nie upomniał się wypadkiem o swoje świeczniki?...

Zawiązała się ożywiona rozmowa. W zapale rozmowy nawet Dembowski o nurtującym go smutku zapomniał.

Wrócił jednak ten smutek nazajutrz i przez czas długi dobrego, czułego chłopca nie odstępował.

Tymczasem przy chorym odbywały się coraz częstsze konsylia304 lekarskie. Doktorzy dręczyli go nieustannym macaniem pulsu, wygniataniem boków, oglądaniem spuchniętej nogi, sondowaniem rany bolącej, wreszcie, najbardziej może drażniącym, łacińskim szwargotem.

Matka miewała często łzy w oczach, inni domownicy i przyjaciele domu tajemniczo szeptali po kątach, w obocznym pokoju przyciszone prowadzili narady.

Nareszcie jednego dnia zaszły przed dom konie ekstrapocztowe305; ojciec Sprężyckiego siadł na bryczkę i pojechał do Warszawy.

Po dwóch dniach nieobecności wrócił przywożąc nowego lekarza — homeopatę306.

Z tym lekarzem do pokoju i do duszy chorego wstąpiło jakby słońce.