Po odejściu lekarza, zwraca się z tym pytaniem do matki.
Matka w odpowiedzi wybucha płaczem, przyciska syna do piersi, okrywa go pocałunkami i zaleca, żeby starał się o tym nie myśleć...
Ale zalecenie nie skutkuje: nad myślami tak trudno zapanować! Sprężycki, gdy tylko oczy przymknie, widzi strasznych ludzi z nożami, piłami, kleszczami, którzy znęcają się nad jego biedną, chorą nogą, miażdżą ją, szarpią, odrywają...
Przed wieczorem wpada do niego Dembowski, rozpromieniony, wesoły — na szyję mu się rzuca i woła:
— Więc już ci nogi nie urżną?... Wiwat!...
— A ty skąd wiesz, że mieli urzynać? — pyta chory.
— Wiedziałem wpierw, niż wszyscy.
— Skąd?
— Doktor Dobrzelewski mówił o tym u moich rodziców.
— I ty nic mi nie wspomniałeś!