Tamten milczy zakłopotany.
— Już teraz wiem, co ci oko zaprószyło wtenczas... kiedyś to stał przy oknie... pamiętasz?
— Ech, nie ma o czym mówić!... Rzecz główna, że dwie nogi ocalały.
— Jak to dwie?
— Jedna twoja, druga moja.
— Twoja?
— No tak, bo gdym usłyszał, co doktor mówi, zaraz pobiegłem do naszego kamienia i tam wykonałem ślub: że jeśli ty będziesz miał nogę odjętą, ja również pozbędę się swojej.
— Co wygadujesz! Jakże mógłbyś to zrobić?
— Alboż to co trudnego? Poszedłbym na wojnę i tak bym manewrował, że kartacz musiałby mi nogę urwać... A jak nie, to już bym sobie w inny sposób poradził.
Sprężycki, który ma zwyczaj brać wszystko „na rozum”, zastanawia się długo nad tym, co usłyszał. Wreszcie mówi: