— Eeee... — kręci głową jakiś sceptyk — nie może być!
— Co? Nie wierzysz? — przyskakuje tamten z miną prawie groźną — Nie wierzysz?
— Bo... bo... — jąka sceptyk głosem mniej pewnym — skądże by w wodzie wziął się palec z sygnetem?
— Z trumny, niedowiarku!
Mierzy go wzrokiem złowieszczym, potem spluwa i zwraca się do całej kompanii.
— Nie pojmuję — mówi zagadkowo — jak wy możecie pić tę wodę obrzydliwą!...
— A ty to nie pijesz? — wyrywa się któryś.
— Od tygodnia kropli do ust nie wziąłem. I choćbym miał umrzeć z pragnienia, nie wezmę.
Zamyśla się, na palcach liczy...
— Nie, nie od tygodnia. Od pięciu dni — od poniedziałku. Zobaczyłem wówczas jedną rzecz — i mam już dość tej wody i tej pompy.