— Coś zobaczył?... Gadaj! — nalegają zaciekawieni chłopcy.

— Eeee... — wtrąca sceptyk — nie wierzcie mu! On tylko taką sobie „finfę320” puszcza.

— Milcz, głupi! — zakrzykują sceptyka inni.

— Kto taki niewierzący, niech nie słucha!

— I niech się wynosi!

Kilka rąk wyciąga się ruchem groźnym. Chwila szamotania się — i niebawem na dziedzińcu o jeden mundurek mniej...

— Mów teraz, mój kochany!... — napierają pozostali, ściskając opowiadacza ciasnym kołem. — Obiecałeś przecie!... A jakże!... Cóżeś zobaczył?... Co?...

— Tam... we środku tej rury... — wyjaśnia z przestankami tamten — w poniedziałek... na ostatniej pauzie... zobaczyłem... ludzkie oko!

Milkną wszyscy z przerażenia.

Dopiero po dłuższej chwili odzywa się głos jeden pytająco: