— Wypłynęło?...

— Nie, tkwi tam dotąd.

Ten i ów pobladł. Jednemu zaczyna burczeć głośno w żołądku woda, której opił się przed chwilą.

— Czy... czy... — pyta inny nieśmiało, starając się nie szczękać zębami, co mu się jednak nie udaje — czy jeszcze je tam widać?

— Widać. Każdy zobaczyć je może.

Rzucają się wszyscy do otworu.

Najsilniejszy, odepchnąwszy innych, przyłożył oko, popatrzył chwilkę i — szybko się cofnął.

— Jest! Jest! — krzyczy, razem z tryumfem i przestrachem.

Drugi miejsce jego zajął; jeszcze krócej zabawił przy rurze.

— Widać!... Dalibóg widać!... — obwieszcza i stara się odsunąć jak najdalej od pompy.