Biorą się za ręce, potem za szyję i głośno, serdecznie się całują.

— Przyniosę ci „gumy strzelającej” — dodaje rozrzewniony Kozłowski.

Znów się całują.

— I trociczek!

Ponawiają uściski.

— I wiesz co? — oświadcza na zakończenie starszy. — Nie nazywaj mnie odtąd Kozłowskim...

— A jak?

— Mów do mnie po prostu: Koźle!

III. „Zabacuł”

— To zrobił z pewnością Zabacuł!