— Jutro zatem...
I wzdycha.
— Tak, jutro!... — powtarzają inni.
I również wzdychają.
Drażni to Kozłowskiego. Jego żywy temperament nie znosi wszelkiej płaczliwości.
— Cóż to? — woła głosem rześkim, z ławki się zrywając — czyśmy tu przyszli na rekolekcje? — Czy to jutro koniec świata?...
— Nie, ale dzień ważny...
— Opuszczamy szkołę na zawsze...
— Rozstajemy się — może już się więcej nie zobaczymy...
— Ha — wykrzykuje Kozioł — jeśli to wam humory zakwasza, można temu zaradzić.