— Czy one są, podług ciebie, dobre?
— Wyborne!
— Wyborniejsze od innych?
— Hm... pewnie, że tak...
— Dobrze. Teraz więc słuchaj. Jeżeli sapieżanki są wyborne, może nawet od innych wyborniejsze, to — pytam cię, Bronek — czy te wszystkie inne, a więc: małgorzatki, bery, panny, jedwabnice, diuszesy164 i tak dalej, trzeba wziąć i wieprzkom do koryta wyrzucić?
— Co znowu! Szkoda byłoby tylu dobrych owoców!
— Więc uważ, Bronek. Jeżeli szkoda owoców dobrych, to czyż nie większa szkoda dobrych wierszów? Czyż to obok Mickiewicza nikt już więcej istnieć nie może? Czy dlatego, że Konrad Wallenrod śliczny a Dziady cudowne — reszta polskich poetów ma iść na śmietnik?
Dembowski potrząsnął głową przecząco.
— Ależ nie — doprawdy nie... Wiesz, Witek? Przekonałeś mnie. Jak Bozię kocham, przekonałeś.
Tamten ciągnął z zapałem: