Masculini generis192:

Panis, piscis, crinis, finis,

Ignis, lapis, pulvis, cinis...

Kucharzewski przerywa mu wybuchem śmiechu.

— Wiesz, Wrono, że to paradne! Powtórz no początek.

Wroński powtarza — on zaraz po nim z zupełną łatwością deklamuje:

— Trzydzieści sześć na ismasculini generis... Wyborne!... panis, piscis, crinis, finis... Ha, ha, ha, Wrono — daj pyska!

Powrócił mu humor; zrywa się, podnosi malca w górę i w oba policzki ogniście wycałowuje. Urodzony deklamator zapalił się do wiersza, od razu zatrzymuje w pamięci całe szeregi wyrazów, nadaje im brzmienie melodyjne — potem je wygłasza z teatralną gestykulacją, potężnym głosem, jak odę Naruszewicza.

Tegoż dnia, profesor Izdebski wyzwawszy Kucharzewskiego do lekcji, zdumiał się płynnością, z jaką on wyśpiewał wszystkie co do jednego „wyjątki”.

— Bój się Boga, Kucharzesiu! — mówił, wytrząsając czerwoną chustką, jak sztandarem — musiałeś dziś prawą nogą wstać z łóżka. Odpowiadasz jak z nut. — Baczność, uwaga — jeszcze nagrodę wziąć możesz!...