I znowu po chwili pytał:
— Powiedz mi, Róziu, czy księżniczka nie pytała dziś o mnie?
I znowu odpowiadała Rózia:
— Jeszcze nie pytała, proszę Waszej Wysokości; albo:
— Właśnie, kiedy szłam na górę, Jej Książęca Mość ćwiczyła nowy utwór na klawicymbale, proszę Waszej Wysokości; albo:
— Właśnie Jej Książęca Mość zajęta była rozsyłaniem zaproszeń na bal jutrzejszy, więc nie mogła mówić ze mną, proszę Waszej Wysokości.
Poczciwa Rózia codziennie wynajdywała nowe usprawiedliwienie dla braku serca i obojętności księżniczki, a pragnąc z całej duszy szybkiego wyzdrowienia księcia, zaczęła mu przynosić rozmaite przysmaki (naturalnie bez wiedzy Dra Piguliniego). Najpierw kilka łyżek malinowej galaretki, potem ćwiartkę kurczaka pieczonego, to znów móżdżek cielęcy w winnym sosie i za każdym razem zapewniała, że przysmaki te przyrządziła Angelika własnoręcznie i kazała zanieść księciu wraz z najczulszym pozdrowieniem i zapewnieniem o swej pamięci.
Ledwie Lulejka to usłyszał, od razu poczuł się bardziej rześki. Zjadł ze smakiem galaretkę i móżdżek, a potem zabrał się do kurczaka i w okamgnieniu, z wdzięczności dla swej ukochanej, obgryzł łapki, skrzydełka, piersi, grzbiet, szyję, obojczyk, nie zostawiając ani odrobinki, i zaraz poczuł taki napływ sił i energii, że o własnych siłach wstał z łóżka, ubrał się i zszedł do bawialni, gdzie spotkał się z Angeliką, która właśnie zajęta była przystrajaniem konsol w bukiety świeżych kwiatów. Bawialnia miała wygląd uroczysty. Z wszystkich mebli zdjęto pokrowce, w świeczniki założono nowe świece, rozwieszono adamaszkowe portiery, usunięto gazety i robótki, zwykle rozrzucone tu i ówdzie, a na stołach porozkładano najpiękniejsze albumy. Włosy Angeliki pozwijane były w papiloty. Jeden rzut oka wystarczył, aby odgadnąć, że na dworze królewskim przygotowuje się przyjęcie.
— A ty się skąd tutaj wziąłeś, Lulejko? — wykrzyknęła Angelika, ujrzawszy wchodzącego księcia. — Bój się Boga, jak ty wyglądasz! Co za ubranie włożyłeś na siebie! Wracaj natychmiast na górę i przebierz się!
— Nareszcie wstałem, droga Angeliko, a wyzdrowienie swe zawdzięczam kurczakowi i galaretce, które łaskawie mi przysłałaś wczoraj.