— Kurczakowi? Galaretce? Czy ty masz bzika, Lulejko? Nic nie wiem o żadnym kurczęciu ani o żadnej galaretce.

— Jak to, więc nie ty, nie ty mi przysłałaś kurczę, Angeliczko? — zapytał zmieszany Lulejka.

— Ja miałabym ci przysyłać kurczę! Tego by jeszcze brakowało! — zaśmiała się księżniczka. — Nie, nie, luby Lu-le-je-czko — przedrzeźniała go złośliwie — An-ge-licz-ka zajęta była urządzaniem pokoju dla Jego Książęcej Wysokości następcy tronu Krymtatarii, który przybywa dzisiaj na dwór mojego papy.

— Następca tronu Krym-ta-ta-rii? — wykrztusił z trudem Lulejka.

— Tak jest, następca tronu Krym-ta-ta-rii — powtórzyła niepoczciwa Angelika, przedrzeźniając dalej biednego Lulejkę. — Założyłabym się, żeś nawet nie słyszał o istnieniu takiego kraju! Czy ty zresztą słyszałeś kiedykolwiek cokolwiek o czymkolwiek! Założyłabym się, że nie wiesz nawet, czy Krymtataria leży nad Morzem Czarnym, czy Czerwonym!

— Owszem, wiem, Krymtataria leży nad Morzem Czerwonym — wyszeptał ogłuszony Lulejka.

— Ach, ty kapuściana głowo! Ha! Ha! Ha! — wybuchnęła księżniczka szyderczym śmiechem. — Wierz mi, mój Lulejko, że jesteś tak głupi, że nie powinieneś się pokazywać w wykwintnym towarzystwie. Umiesz rozmawiać tylko o koniach i psach myśliwskich, więc poproszę papę, żeby ci kazał siąść przy oficerskim stole, między najstarszymi dragonami. To będzie kompania najstosowniejsza dla ciebie. A teraz niech acan13 przestanie gapić się na mnie i zabiera się stąd jak najprędzej. Niechże acan nie zapomni przywdziać najlepszych szat na przyjęcie Jego Książęcej Mości. Prędzej, proszę mi zejść z oczu, bo nie mam czasu na gawędy z szanownym kuzynem.

— O Angeliko! — szepnął Lulejka. — Nigdy nie sądziłem, byś mogła być tak okrutna! Inaczej przemawiałaś ongi, kiedy wsunąłem na twój serdeczny palec pierścionek zaręczynowy, inaczej nazywałaś mnie w ten wieczór, kiedy po raz pierwszy mnie poca...

Nigdy jednak nie dowiemy się, co uczyniła księżniczka po raz pierwszy, bo Angelika rzuciła się ku Lulejce wrzeszcząc: — Milcz, milcz, prostaku bezwstydny! Jak śmiesz wspominać niecne zuchwalstwo swoje! Masz! Masz! Twój śliczny pierścionek niewart grosza jednego! — i szybkim ruchem ściągnęła z palca pierścionek, i wyrzuciła go przez otwarte okno.

— Angeliko! To obrączka zaręczynowa mojej nieboszczki matki! — krzyknął Lulejka.