A oni zaraz, jakby źrebce młode,

Na których grzbiecie nigdy jeździec nie siadł,

Otwarli oczy, nadstawili uszów,

Nozdrzami, zda się, wąchali muzykę;

Oczarowanych wiodłem jak bydlęta

Po zębach cierni, po kolcach jałowców,

Które im skórę krwią pofarbowały;

W końcu zawiodłem ich do tej kałuży,

Którą za celą twoją chwasty kryją;

Tam brodząc, darmo wyciągając nogi,