Pokaż więc, w czym go język mój pokrzywdził.
On sam się krzywdzi, jeśli prawdę mówię,
A byle tylko do winy się nie czuł,
Nagana moja leci jak gęś dzika.
Bez właściciela. — Lecz któż to nadbiega?
Wbiega Orlando z dobytą szablą.
ORLANDO
Stójcie! Przestańcie na tym, coście zjedli.
JAKUB
Jeszczem nic nie jadł.