Obiecał wrócić przed końcem dwóch godzin.

Kiedy szedł lasem w myślach zatopiony,

Z których wysysał gorycze i słodycz,

Na stronę rzucił przypadkiem spojrzenie

I co za straszne ujrzał widowisko!

Pod dębem mchami od wieku brodatym,

A na wierzchołkach łysym od starości,

Spał jakiś człowiek, odarty, zarosły,

A jego szyję owijał kłębami

Wąż cętkowany zielenią i złotem