I migające, groźne żądło zbliżał

Do ust otwartych; lecz ledwie zobaczył

Postać Orlanda, kłęby swe rozwinął

I zniknął nagle w krzaków bliskiej kępie.

Lecz patrz! W tych krzaków cieniu była lwica

Z piersią od głodu do kropelki wyschłą;

Jak kot na czatach, przysiadła do ziemi,

Czekając, aż się śpiący człek rozbudzi;

Bo we lwie jest ten królewski obyczaj,

Że gardzi strawą, co się trupem zdaje.