Drzewo nurzało stare swe korzenie

W wodach potoku szumiących śród boru;

Tam właśnie jeleń samotny, przez strzelca

Ciężko raniony przywlókł biedne ciało

I śmierci czekał; a prawdziwie, książę,

Z bólu tak ciężkie wydawał westchnienia,

Że wzdęta skóra na jego się bokach

Pękać zdawała; łzy wielkie, okrągłe,

Kropla za kroplą, po niewinnym pysku

Smutnie ściekały; kosmate głupiątko