I żal, i rozpacz w duszach nam zbudziły;

Za chwilę wszelka zagasła nadzieja.

Słabe światełko, co spadało z nieba,

Tylko straszniejsze dawało świadectwo,

Że lada chwila śmierć zajrzy nam w oczy.

Choć sam gotowy umrzeć bez szemrania,

Żony mej słysząc szlochania i krzyki,

Nieuniknionym losem przerażonej,

I słysząc płacze słodkich mych niemowląt,

Które kwiliły za przykładem matki,