Ale gdy odkrył, kto był tym nędzarzem,

W silnym uścisku moją objął szyję,

A rycząc, jakby niebo chciał roztrącić,

Na ciało ojca mojego się rzucił,

A prawił powieść o królu i sobie,

Że boleśniejszej ucho nie słyszało.

Za każdym słowem rosła jego rozpacz,

Żywota nici rwać się zaczynały,

Gdy drugi odgłos trąby usłyszałem

I omdlałego musiałem opuścić.