Włosy jej malarz, jak pająk, powikłał,

Złote ich sploty przemienił w tkaninę,

Co ludzkie serca niezawodniej chwyta

Niż sieć pajęcza muchy i komary.

Jej oczy! Jakże oddać mógł te oczy?

Kiedy z nich jedno, wiernie przedstawione,

Dość miało siły ukraść jego oba

I w środku pracy zatrzymać malarza?

Lecz jak pochwały me niżej są wdzięków

Tego tu cienia, tak daleko znowu