Nie widzieć, jak tam bogaty mój „Andrzej”3

Niżej swych boków pochylonym masztem

Grób swój całuje. Nie stawiłbym nogi

W kamiennych ścianach świętego kościoła

I wraz nie myślał o skałach podwodnych,

O które statek mój trącając piersią,

Wonne korzenie rozsiałby po morzu,

Fale ryczące w jedwab mój ustroił;

Słowem, przed chwilą być panem tak wielkim,

Po chwili — niczym. Kiedy o tym myślę,